„W nieustającym szepcie wiatru żyły opowieści o tych, którzy przepadali i których już nigdy więcej nie widziano”
-Margit Sandemo
Po
poniedziałkowych zajęciach Camille wróciła do domu. Weszła do swojego pokoju i
odłożyła czarną, skórzaną torbę na fotel stojący przy drzwiach. Zmęczona
położyła się na łóżku i zamknęła oczy.
Przez cały weekend spała spokojnie. Tym razem też nie przyśnił jej się żaden
koszmar. Odkąd zaczęła brać tabletki na uspokojenie, zniknął bez śladu. W sumie
to nic jej się nie śniło. Spała tak mocno, że czasami trudno było ją dobudzić.
Alprazolam i temazepam stanowiły jednak tymczasowe rozwiązanie jej problemu.
Może nie była to długotrwała pomoc, ale jak na razie działała.
Kiedy się obudziła, na dworze panowała ciemność. Po powrocie zapomniała zamknąć
okno, więc zimowe powietrze wypełniło jej pokój. Zadrżała, kiedy chłód przeszył
jej ciało. Mała drzemka zmieniła się w sześciogodzinny sen. Zerwała się z
łóżka, ale po chwili poczuła pulsujący ból w skroniach. Usiadła na podłodze,
chowając głowę między kolana.
— Spokojnie, tylko spokojnie – szepnęła do siebie.
Odczekała chwilę, aż ból się zmniejszył, i tym razem spokojnie wstała. Zerknęła
na zegarek. Za dwadzieścia minut dwudziesta. Przespała całe popołudnie,
marnując czas, który planowała przeznaczyć na naukę do kolokwium. Czekała ją
długa noc z historią medycyny.
Camille nigdy nie odpuszczała, mogło się palić i walić, a ona i tak robiła
swoje. Tak było również w tym przypadku. Nieregularne godziny snu oraz
zmęczenie nie stanęły jej na drodze do osiągnięcia swojego celu. W większości
robiła to dla siebie, ale po części także dla swojego ojca. Od najmłodszych lat
Thomas pokładał w niej całą swoją wiarę. Często powtarzał jej, że ma nadzieję,
że pójdzie w jego ślady i pewnego dnia tak jak on będzie lekarzem sądowym.
Jednak dziewczyny to nigdy nie interesowało. Jako dziecko marzyła, żeby zostać
detektywem. Kiedy podrosła, chciała być podróżnikiem. Kiedy musiała dokonać
wyboru, zdecydowała się na opcję, która mogłaby po prostu zadowolić ojca i
uniknąć słuchania jego wyrzutów do końca życia. Kochała swojego tatę, ale
również się go bała. Wiedziała, jak despotyczny i bezwzględny potrafił być.
Strach przed jego furią zdeterminował życie Camille.
Zeszła po schodach do kuchni. Zdziwiła się, gdy zorientowała się, że jej taty
nie było
jeszcze w domu. Na kuchennym stole leżała jednak zapisana przez niego kartka.
„Kiedy przyszedłem
do domu, spałaś. Mam ważne spotkanie, wrócę późno wieczorem.”
Późnym wieczorem
albo dopiero rano, pomyślała. Zresztą i tak nie
chciałam spędzić z tobą dziś czasu, przecież widujemy się tak często…
Prawda
była taka, że od śmierci matki dziewczyny zagubiony ojciec odsuwał się od
swojego dziecka. Stał się bardziej wymagający, surowszy. Z dnia na dzień zaczął
traktować swoją dziewczynkę jak zwykłego intruza. Nie wiedział, dlaczego tak
się stało. Kochał ją, ale od śmierci żony nie potrafił już okazywać jej takiego
uczucia, jakim była miłość.
Camille zrobiła sobie kawę i przyniosła notatki z pokoju. Usiadła wygodnie na
kanapie w salonie i okryła się kocem. Włączyła telewizję i przeleciała po
kilkunastu kanałach.
Jej uwagę przyciągnął pasek informacyjny wyświetlany w jednym z programów, na
którym właśnie leciały wiadomości. Ciała dwóch
zamordowanych kobiet zostały odnalezione w lesie. Sprawca nadal pozostaje
nieznany… Śledczy podejrzewają, że zbrodni dokonał ten sam człowiek, który jest
odpowiedzialny za zabójstwo czterech poprzednich ofiar…
Dziewczyna nie nadążała
za przewijającymi się szybko napisami. Po chwili dała sobie spokój. Chciała
poszperać w sieci w poszukiwaniu dodatkowych informacji na temat tych
morderstw, jednak teraz nie miała na to teraz czasu. Wyłączyła więc telewizor i
skupiła się na notatkach, które musiała przerobić do jutra.
— Noc jest długa — stwierdziła.
Znowu stoję w
ogródku za domem. Pada deszcz, który obmywa moją twarz z łez. Patrzę na martwe
ciało mojej ukochanej mamy. Przecieram oczy i w końcu mogę ruszyć się z
miejsca. Niepewnym krokiem podchodzę do leżących przy kwiatach zwłok. Klękam,
aby dotknąć mokrej od deszczu twarz kobiety, która była dla mnie wszystkim.
Ponownie zanoszę się płaczem. Krzyczę, ale nikt nie słyszy rozpaczliwego
wołania o pomoc, które wydobywa się z moich ust.
Nie jestem świadoma, ile czasu wpatruję się już w bezwładnie leżące na trawie
zwłoki. Mama nie żyje. Dopiero po chwili
dochodzi do mnie, co się właśnie stało. Zaczynam panikować. Wstaję i biegnę do
środka w poszukiwaniu taty. Wołam go, ale nie odpowiada. Dom jest pusty.
Wybiegam na zewnątrz i biegnę przed siebie. Pukam do każdych drzwi, obok
których przebiegam. Nikt nie otwiera. Ulice są puste.
Nie wiem, co się dzieje i przerażona wracam do domu. Kieruję się do ogrodu, ale
zamieram w przejściu z pokoju na taras. Nie ma ciała. Nie ma ciała, a jedyne,
co pozostało, to kałuża ciemnoczerwonej krwi. Czy to możliwe, że nie jestem
tutaj sama? Zdesperowana i roztrzęsiona siadam na schodkach. Ukrywam twarz w
dłoniach, a łzy znów zaczynają spływać po moich czerwonych policzkach. Nie mam
pojęcia, co robić. Gdzie wszyscy zniknęli? Czemu nikt mi nie pomoże?
Ocieram oczy i siadam wyprostowana. Biorę głęboki oddech. Staram się ze
wszystkich sił uspokoić i zacząć myśleć logicznie. W pewnym momencie kątem oka
zauważam na swoim ramieniu czarną rękawiczkę. Ktoś trzyma mi rękę na ramieniu.
Odwracam się i widzę czyjąś twarz. Nagle wszystko zaczyna się rozmazywać i po
chwili jedyne, co widzę, to ciemność.
*
Obudził ją telefon w środku nocy. Zdenerwowana snem dziewczyna po omacku
odnalazła komórkę, potykając się ciągle o koc, którym była okryta. Zasnęła przy
książce w salonie, więc nie miała okazji położyć się do łóżka. Odebrała.
— Camille — usłyszała zdenerwowany żeński głos. — Jest u ciebie Jessica?
— Pani Cartner… — powiedziała roztrzęsiona. — Nie, nie ma jej u mnie. Nie
rozmawiałyśmy od piątku. Dzisiaj… to znaczy wczoraj nie było jej na uczelni.
Myślałam, że jest chora.
— Czyli nie wiesz, gdzie ona jest?
— Nie — zaprzeczyła dziewczyna.
— Ona nie wie, gdzie jest Jessica — szepnęła do kogoś, najprawdopodobniej do
męża, po czym znów zwróciła się do Camille: — Nie pisała do ciebie? Nie mówiła,
że gdzieś wyjeżdża? Jesteś jej najlepszą przyjaciółką, na pewno nic ci
wspominała o jakimś wyjściu, wyjeździe?
— Hmm… — Camille nie odpowiedziała od razu. Szukała w pamięci jakiejkolwiek
informacji, żeby pomóc zatroskanej matce. — Nie, nic nie mogę sobie
przypomnieć. Nic nie planowała, przynajmniej o niczym mi nie mówiła. Kiedy
ostatni raz ją widziałam, jadła lunch ze znajomymi. Powiedziałyśmy sobie
krótkie „do zobaczenia” i tyle — urwała i po chwili dodała: — A czy coś się
stało?
—
Wiesz, Jessica nie wróciła od piątku do domu. — Głos kobiety załamywał się co
chwilę. — Byliśmy z mężem na wyjeździe. W gruncie rzeczy nie wiemy dokładnie,
czy była w domu w weekend, bo wróciliśmy dopiero dzisiaj wieczorem, ale
ostatnia wiadomość… Jest z piątku. — Panika w jej głosie rosła z sekundy na
sekundę. — Dobrze, w takim razie przepraszam, że cię obudziłam. Myślałam, że
jest u ciebie.
— Nic się nie stało.
— Dziękuje i dobranoc.
— Pani Cartner? — zapytała Camille, zanim kobieta zdążyła się rozłączyć.
— Tak?
— Jeśli Jessica wróci do domu, da mi pani znać?
— Tak, oczywiście. Do widzenia. — Odłożyła słuchawkę.
Camille wyłączyła telefon i położyła na szufladzie. Starała się uspokoić myśli
po niepokojącym śnie i równie dziwnej rozmowie. Czuła mętlik w głowie. Wróciła
na kanapę i włączyła stojącego na stoliku przy kanapie laptopa. W jej głowie
pojawił się czarny scenariusz. Poczekała, aż wszystko się załaduje. Wpisała
hasło „najnowsze
wiadomości”. Wynik wyszukiwania pojawił się po zaledwie sekundzie.
Dziewczyna kliknęła w pierwszy link i zaczęła czytać.
Już po chwili wiedziała, że wszystkie morderstwa, o których usłyszała dzisiaj w
telewizji, były prawie identyczne. Morderca dokonał łącznie sześciu zabójstw w
przeciągu ostatnich trzech miesięcy. Cztery pierwsze ofiary – trzy kobiety i
jednego mężczyznę – znaleziono w tym samym lesie co dwie później zamordowane
dziewczyny. Wiek pierwszych zabitych wynosił powyżej trzydziestego roku życia.
Najnowsze ofiary były w wieku Camille. Morderca zabijał wszystkie tak samo –
poprzez uduszenie, zaskakujące więc było, że ofiary miały wycięte wątroby,
serca, niektóre z nich – płuca, nogę lub rękę.
— O Boże…
Dziewczyna przeczytała jeszcze, że najnowsze ciała nie zostały jeszcze
rozpoznane. Policja miała ogłosić w przeciągu tygodnia, kto padł ofiarą tej
„niehumanitarnej i brutalnej” zbrodni. Wyłączyła komputer i siedziała przez
jakiś czas w ciemnościach.
Starała się odpędzić od siebie najgorsze myśli, które przychodziły jej wtedy do
głowy. Ze wszystkich sił próbowała myśleć pozytywnie. Na marne. W dodatku ten
sen… Tabletki od
doktora Lectera powinny jeszcze działać, pomyślała. Po chwili wstała i
zaczęła chodzić w tę i z powrotem w pokoju. Denerwowała się. Znała Jessicę od
najmłodszych lat i traktowała ją jak siostrę. Chodziły od samego początku ze
sobą do klasy, potem razem aplikowały na tę samą uczelnię. Były nierozłączne aż
do momentu, kiedy Jessica poznała swojego nowego chłopaka. Po tym jej kontakt z
Camille ograniczył się tylko do witania się codziennie rano przed zajęciami.
Jaime, bo tak miał na imię jej chłopak, był o dwa lata od niej starszy. Od razu
wprowadził ją w grono swoich
znajomych, przyszłych lekarzy. Zaślepiona dziewczyna nie widziała świata poza
nim. Na nic się zdały rozmowy z przyjaciółką, która próbowała jej przemówić do
rozsądku.
Dwa tygodnie temu pierwszy raz się pokłóciły.
— Jess, ty nie
widzisz nikogo innego! — krzyczała Camille. — Jeśli myślisz, że możesz tak po
prostu zniknąć z mojego życia, to się mylisz! Byłyśmy jak siostry, a teraz?
Nawet nie masz czasu porozmawiać ze mną między wykładami. Jaime to, Jaime
tamto… — przedrzeźniała przyjaciółkę.
— Boże, ale ty jesteś ograniczona! — Jessica odpowiedziała atakiem na atak. —
Nadal jesteśmy przyjaciółkami, tylko ty po prostu nie możesz zrozumieć, że ktoś
może być ważniejszy od ciebie! Zresztą nie chcę słuchać tych bzdur, mam dość.
— I kto to mówi...
— To nie mój problem, tylko twój — burknęła rozwścieczona. — Całe życie unikasz
kontaktu z ludźmi, a szczególnie mężczyznami. Wyjdź do ludzi, poznaj kogoś,
ciesz się życiem!
— Nie przychodź do mnie, kiedy ten twój chłoptaś cię oleje…
— Nie martw się, nie przyjdę.
Od
tego momentu nie odzywały się do siebie. Camille ominęła kwestię kłótni przy
rozmowie z matką przyjaciółki. Teraz, kiedy jej przyjaciółce mogło stać się coś
złego, miała do siebie żal, że była tak bardzo
niewyrozumiała. W końcu to jej pierwszy prawdziwy chłopak. Wiedziała też, że
Jess miała rację. Powiedziała jej to prosto w twarz. Nieważne jak bardzo
zabolały ją te słowa, były prawdziwe.
Przez całe swoje życie Camille unikała kontaktu z ludźmi. Nie była duszą
towarzystwa. Kiedy dostawała zaproszenia na różne imprezy, zawsze udawała, że
choruje albo wyjeżdża akurat tego samego dnia. W czasie wolnym od szkoły
najczęściej czytała w swoim pokoju lub grała na pianinie. Najlepiej czuła się,
gdy była sama, a jedyną osobą, na której widok naprawdę się cieszyła, była
właśnie jej przyjaciółka. Jessica przychodziła do niej i razem oglądały filmy,
gotowały, przy okazji dużo plotkując. Wspierały się w najtrudniejszych
chwilach. Na samą myśl, że mogła nie zobaczyć już więcej swojej najlepszej
przyjaciółki, łzy napłynęły jej do oczu.
W
pewnym momencie ze złością kopnęła w róg stołu, na którym stał wazon z białymi
różami. Naczynie zachwiało się, po czym spadło na podłogę, roztrzaskując się na
małe kawałeczki. Ułamek szkła zranił ją w stopę.
—
Szlag by to… — syknęła, starając się zatamować krew wypływającą z rany na
nodze.
Usiadła
na podłodze, upewniając się przed tym, że nie trafi na żaden element z
pozostałości wazonu. Patrzyła bez wyrazu jak gęsta czerwona ciecz powoli miesza
się z wodą, która rozlała się pod stolikiem. Kwiaty, które były jednymi z
ulubionych jej matki, leżały teraz bezwładnie w mieszaninie wody i krwi. Podobnie jak ciało
mamy w moim śnie.
Camille
skuliła się i bezradnie oparła głowę na kolanach. Nie mogła nic zrobić, żeby
pomóc przyjaciółce. Tak
jak we śnie – do pewnego momentu mogę jedynie obserwować to, co się dzieje.
Pozostała jej tylko nadzieja, że wszystko będzie dobrze. Najgorszym wrogiem był
czas. Czas, który musiała znieść, czekając na jakiekolwiek wieści o Jessice.
*
Przepraszam
za takie opóźnienie. Wyjechałam, ale nie pomyślałam, żeby zabrać ze sobą
laptopa, więc nie miałam możliwości go opublikować. Postaram się na dniach
skończyć rozdział trzeci, ale nie mam pojęcia, kiedy zostanie dodany.
Rozdział
drugi zbetowała Francesca (informacja) :)